670 m. n.p.m
Sobota, 29 kwietnia 2023
Przyjechaliśmy pod Górę Takao, która jest sławnym miejscem, dużo więc samochodów i ludzi. Przyjeżdżają tam głównie w celach religijnych, bo na szczycie jest kompleks świątynny, jest ładnie i są widoki. No i są kolejki górskie do wyciągania ludzi do góry. Więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Zaparkowaliśmy i udaliśmy się w poszukiwaniu punktu startowego. Musieliśmy najpierw przejść wzdłuż ruchliwych dróg i pod wiaduktami autostrad. Potem doszliśmy do pól i ładnych japońskich wsi. I stamtąd zaczynał się szlak.

Trasa była ładna, pełna miłych ludzi, dających nam solidny trening z mówienia “dzień dobry” po japońsku oraz odpowiadania na pytanie ile lat ma nasz syn. Taki dzielny maszeruje. Zawsze wszyscy myślimy, że to nie fair, że go ludzie chwalą, bo ma on najmniejsze ciało do dźwigania z nas wszystkich, więc wielki mi wyczyn… Poza tym my zasługujemy na jeszcze większe pochwały, że wytrzymujemy z jego non-stop pieprzeniem o piłkarzach. Bywają momenty, że dosłownie kłócimy się kto z nas pozostałych trzech może “nie iść koło Tomka”.

Po dotarciu na szczyt, napadł nas za bardzo skory do kontaktu pan. Jego oddech tłumaczył jego zachowanie, ale mimo to, nie chcieliśmy być nieuprzejmi i pozwoliliśmy mu zrobić nam zdjęcie. Gdybyśmy tego nie zrobili, pewno sięgnął by se sam do mojej kieszeni po telefon, żeby to uczynić. Bo to był uczynny pan.

Rozbawieni panem ciutkę, pozwalamy dzieciom zaszaleć i kupić se coś w sklepikach na wierzchołku góry Kobotoke-Shiroyama . Jedno z nich wybiera, jak normalny człowiek, czipsy, a drugie kupę żółtego śniegu.





Zejście jest strome i długawe. Docieramy do parkingu już po zmroku ale nikt nie narzeka. Raczej wszyscy mają nastrój z kategorii <to był dobry dzień>.